Zgłoś uwagę Gryfy 2020 duży
Federacja Przedsiębiorców Polskich

F    L    I    I       
Trzeba działać, nie wolno się poddać

Rozmowa z Arturem Witkowskim i Rafałem Nawrockim, właścicielami firmy „Mleczni Bracia”

  • Nazwa „Mleczni Bracia” jest dość oryginalna. Skąd taki pomysł?

Artur Witkowski: Tak naprawdę to wszyscy jesteśmy mlecznymi braćmi i mamy jedną mamę, która nas karmi, daje nam schronienie i pozwala cieszyć się pięknem, które nas otacza. Tą matką jest Matka Ziemia. To ona daje nam wszystko czego potrzebujemy.  Naszą działalność rozpoczęliśmy we wrześniu 2013 roku. Istniejemy od samego początku tzw. „roślinnej rewolucji” w Polsce. Przez ten czas bardzo dużo się zmieniło. Powstało sporo inicjatyw lokalnych, dzięki którym możemy się dzisiaj cieszyć nowymi smakami i doznaniami kulinarnymi. Alternatywy dla mięsa, mleka czy sera stały się bardzo popularne.

  • Skąd pomysł na taką działalność?

A.W.: Każdy z nas miał tutaj swoją drogę. W moim przypadku taka idea pojawiła się po raz pierwszy, gdy okazało się, że nie mogę pić mleka. Potem zachorowało moje dziecko i jedyną alternatywą leczenia były sterydy. Na szczęście na swojej drodze spotkaliśmy osoby, które pokazały nam, że odpowiednią dietą i zmianą stylu życia można pokonać chorobę. I to był początek mojej świadomości. Ponadto od prawie dwudziestu lat razem z żoną Ewą prowadzimy Klubokawiarnie Mleczarnie w Krakowie i we Wrocławiu. Podając tam kawę z mlekiem, którego nie mogłem pić, wiedziałem, że powinienem coś zmienić. Pojawił się wtedy pomysł na produkcję własnego mleka roślinnego.

Rafał Nawrocki: U mnie za tą decyzją również stoją motywacje zdrowotne. Pięć lat przed założeniem firmy borykałem się z problemami związanymi głównie z układem pokarmowym.  Na szczęście spotkałem na swojej drodze osobę, która uświadomiła mi, że można żyć inaczej. Zacząłem stosować dietę roślinną. Efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, że wpływ jedzenia na nasze zdrowie, życie, samopoczucie i kondycję jest bardzo istotny i ta świadomość zaczęła się we mnie rozwijać. Natomiast druga motywacja była taka, że z osobą, która tak właśnie mnie zainspirowała, rozpocząłem współpracę w zakresie organizowania festiwali edukacyjnych - Henschke Festival i Vegan Machine. Po zorganizowaniu kilkunastu takich udanych wydarzeń, postanowiliśmy zrobić coś więcej. A że wcześniej razem z Arturem podróżowaliśmy po Azji, gdzie mleko roślinne było w zasadzie na porządku dziennym, podjęliśmy decyzję, że zaczniemy je produkować w Polsce. Zdecydowaliśmy, że skoncentrujemy się na jakości i zdrowotnej stronie tego produktu. Tak narodziła się nasza spółka, która obecnie produkuje nie tylko mleko roślinne, ale również roślinne sery ze słonecznika - SERYO, pastę kanapkową z pestek – PESTKO oraz roślinne Mniam Burgery bez dodatku glutenu oraz wiele innych produktów.

  • Trwający obecnie trudny czas pandemii, bardzo utrudnił działalność wielu przedsiębiorców. Jak „Mleczni Bracia” radzą sobie w tych niesprzyjających warunkach?

R.N.: Dzięki temu, że obecnie więcej osób robi zakupy przez internet, zanotowaliśmy dosyć znaczący wzrost zamówień szczególnie w naszym sklepie internetowym weganski.com. Po jakimś czasie od tego pierwszego rzutu, kiedy rozpoczęły się kwarantanny i wszystkie firmy powoli zaczynały się zamykać, ten wzrost również zaczął się stabilizować. Obecnie notujemy troszkę większy poziom zapotrzebowania na nasze produkty niż przed całą pandemią. Sądzę, że taki trend może się utrzymać. Jednak staramy się pracować nad tym, aby nasza sprzedaż była jeszcze większa. Koncentrujemy się tutaj na mediach internetowych. Aby rozwinąć nasz sklep internetowy, staramy się, aby był dostępny w wielu językach i pojawiał się w widocznym miejscu w wyszukiwarkach internetowych.

  • Czyli wiele wskazuje na to, że uda Wam się wykorzystać ten moment na rozwój działalności…

A.W.: Rzeczywiście tak może być. To jest czas, kiedy będąc w domach mamy trochę więcej czasu i  przestrzeni dla siebie i rodziny. Zaczynamy też być bardziej uważni na to, co jemy. Zwracamy większą uwagę na produkty zwiększające naszą odporność. A nasze wyroby są tworzone z pasją i prosto z natury. Wierzę, że ludzie coraz częściej sięgają po takie jedzenie, które sprzyja ich zdrowiu. To właśnie szansa dla „Mlecznych Braci”.

  • Czy epidemia koronawirusa zmusiła Was do podjęcia jakichś szczególnych działań?

R.N.: Oczywiście. Dotyczą one dezynfekcji i utrzymania wysokiego standardu, jeżeli chodzi o higienę pracy i produkcji. Staramy się też skoncentrować na takim ukierunkowaniu naszego działania, aby docierać do klientów bezpośrednio. Widzimy w tym dużą przyszłość. Wygląda na to, że wszyscy zwracają się teraz w stronę sklepów internetowych i naszą intencją jest w tej chwili wspieranie tej tendencji. W obecnej sytuacji, podobnie jak większość firm,  staramy się  dywersyfikować trochę nasze działania, szukać alternatywnych metod zdobycia nowych rynków.  Są to zdecydowanie działania prosprzedażowe. Pracujemy nad nowymi produktami - prowadzimy testy, staramy się skoncentrować na właściwym składzie i proporcjach składników. Będą to Wegasy, czyli wegańskie kiełbaski oraz Seryo żółty, czyli coś, co jest alternatywą dla żółtego sera. Już po pierwszych tekstach możemy powiedzieć, że będzie to coś naprawdę ciekawego. Mamy nadzieję, że uda nam się jak najszybciej wprowadzić te wyroby na rynek. Natomiast równocześnie, aby zachować szansę na przetrwanie, niewątpliwie każdy z nas bardzo mocno pochyla się nad kosztami w swojej firmie. Dlatego i my staramy się rozmawiać z naszymi dostawcami, szukać nowych rozwiązań, generować oszczędności, które nie mają wpływu na produkt finalny, ale jednocześnie pozwalają na to, aby firma mogła się rozwijać. To pozwoli przetrwać ten czas.

  • Czyli oszczędności przede wszystkim?

A.W.:  Nie do końca. Jest takie ładne powiedzenie i myślę, że to dobra sentencja w obecnej sytuacji: w  czasach trudnych nie patrz, jak oszczędzać, patrz jak zarabiać. I myślę, że takie nisze i takie przestrzenie pojawiają się praktycznie z dnia na dzień. Jedne branże całkowicie wygasają, a inne branże wręcz przeciwnie - rozkwitają. Myślę, że najważniejsze, aby nawet w tym trudnym czasie pandemii zachować spokój i budować dobre relacje z ludźmi. Ale też nie czekać, że coś się wydarzy, że ktoś pomoże… Oczywiście, pomoc oferowana przedsiębiorcom jest bardzo potrzebna, bo dzisiaj wiele firm stanęło na krawędzi bankructwa. Natomiast trzeba działać. Nie wolno się poddać. Myślę, że to również doskonały czas, kiedy polskie firmy powinny po prostu współpracować, wspierać się wzajemnie. Wtedy wszyscy na tym wygrają.

  • Co obecnie jest najbardziej potrzebne taki firmom jak Wasza? Jakie formy pomocy akurat Wam by się przydały?

R.N.: Wydaje mi się, że najbardziej potrzebne jest uproszczenie wszelkich procedur ustawodawczych związanych z prowadzeniem działalności i usystematyzowanie przepisów. Każda zapowiedź jakiegoś elementu tzw. tarczy  antykryzysowej mówi o pewnych jej walorach, ale jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Potrzebne są proste rozwiązania, podobne do tych, które są wprowadzane w innych krajach np. wysłanie jednego maila, na podstawie którego firma zostanie zwolniona z ZUS-u. Potrzebujemy mieć jasny pakiet pomocowy.

A.W.: Myślę, że kluczowy jest tu czas. Wiem, że trudno jest podejmować takie decyzje. Natomiast w czasach, w których się znaleźliśmy trzeba działać błyskawicznie, ponieważ jeśli pomoc pojawia się szybko i komunikat jest jasny i czytelny, to przedsiębiorcy wiedzą, co mogą zrobić. Jeśli natomiast te interpretacje i przepisy są trudne, zawiłe i skomplikowane, to wiele firm decyduje się nie walczyć dalej. Poddają się ze szkodą dla siebie, pracowników i swoich klientów.

Dziękuję za rozmowę.

Katarzya Wiązowska

Udostępnij >
T